TAJLANDIA
Ostatnie dwa miesiące mojej wyprawy spędziłem w Tajlandii. To miejsce stało się dla mnie przystanią, w której dochodziłem do siebie po poważnym wypadku w Laosie, okres rekonwalescencji wykorzystałem jednak na chłonięcie wszystkiego, co ten niezwykły kraj ma do zaoferowania.
Tajlandia to dla mnie przede wszystkim smakowe odkrycia: od ulicznego jedzenia w Bangkoku, wyróżnionego przez przewodnik Michelin (i to za grosze!), przez legendarne pad thaie i mango sticky rice, aż po odważne próby zjedzenia najbardziej śmierdzącego owocu świata, czyli słynnego duriana.
Moje dwa miesiące w „Krainie Uśmiechu” to był prawdziwy maraton wrażeń:
Kultura i sztuka: Zwiedziłem magiczne restauracje oraz zachwycające świątynie, od białych po niebieskie, spotkałem kobiety żyrafy i w samym Pai zrobiłem sobie tradycyjny tatuaż wykonywany bambusem.
Adrenalina i natura: Zjechałem na najdłuższej tyrolce świata, spacerowałem po kanionie w Pai, odwiedziłem sanktuarium słoni oraz eksplorowałem dżunglę w Khao Sok, gdzie spałem w domkach na wodzie.
Rajskie zakątki: Nurkowałem przy rajskich wyspach Similan, chłonąłem energię Phi Phi i szukałem świętego spokoju na Koh Lancie.
To był intensywny czas regeneracji i odkrywania piękna, od głębokiej dżungli po rajskie plaże. Zobaczcie, jak wyglądała moja tajska przygoda!
Zapraszam do oglądania! 😉